sobota, 11 lipca 2015

Nareszcie w górach!

W końcu góry! Temperatura spadła niemal o dwadzieścia stopni w porównaniu z dniem poprzednim. W nocy była burza. Na Puchatku ponoć mocno rozrabiała, tutaj przeszła bardzo łagodnie. Dlatego dzisiaj ruszamy i to od razu ambitnie. Zaczynamy z Wołosatego, ruszamy w kierunku Tarnicy. Trzeba zanieść coroczny worek smutków, żalów i przewinień do stóp żelaznego krzyża, by łatwiej ruszyć w dalszą wędrówkę.
Potem Przełęcz Goprowców i Halicz. Do Wołosatego docieramy po siedmiu godzinach bezustannej wędrówki. Ale w górach ludzie chyba są lepsi, topią się w nich zatwardziałe serca. Brawa dla pary, która przygarnęła bezpańskiego pieska błąkającego się pewnie od kilku dni po szlakach.
Tarnica zdobyta po raz czwarty - 9 lipca 


Małość człowieka wobec ogromu natury - w drodze na Halicz



Hucuły przy wyjeździe z Wołosatego



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz