wtorek, 7 lipca 2015

Dzień bez internetu, ale za to obfity w atrakcje

Wczoraj był chyba jeden z gorętszych dni tego lata. Temperatura oscylowała w granicach 34 stopni. Jak można się domyśleć, w takich warunkach nietrudno o burze. I tak rzeczywiście było tym razem.

My jednak zdążyliśmy zejść, choć trasa wcale nie była krótka i łatwa.


Wyruszyliśmy z Kalnicy w kierunku nieistniejącej wsi Jaworzec ścieżką Bieszczady Odnalezione. Ścieżka ta obejmuje trzy nieistniejące już wsie: Jaworzec, Łuh i Zawój. Być może ktoś powiedziałby, że tam właściwie niczego nie ma. Ale chyba na tym polega cały urok tego miejsca. Dzisiaj niczego tam nie ma, pozornie niczego nie ma. Jednak największe wrażenie robi stąpanie po ziemi, która jeszcze kilkadziesiąt lat temu była zamieszkała, w której tętniło życie. Tymczasem turysta nie potrafi często spojrzeć pod nogi i dostrzec resztek podmurówki cerkwi, starych krzyży, cmentarzyska... Jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto postanowił to miejsce ocalić od zapomnienia. Chociaż tyle można zrobić dla tych ludzi..


Dalej poszliśmy do Rezerwatu Przyrody Sine Wiry.

Wieczorem.... Oczywiście "Niedźwiadek" i placki po bieszczadzku


Trochę wspomnień  tego dnia:
 Z cyklu bieszczadzkie potwory - to cudo stoi od dawna przy drodze z Kalnicy do Jaworca


 Kolejne ujęcie z cyklu bieszczadzkie potwory...


 Bieszczady odnalezione...


 Tu kiedyś była wieś...


A tutaj strudzony wędrowiec zażywa ochłody w Wetlince, a raczej w tym, co po niej pozostało



 Krzyż postawiony obok nieistniejącej już dziś cerkwi we wsi Łuh w 1938 roku.



 Rezerwat Przyrody Sine Wiry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz